Komentarze po etapie XII
Carlos Sainz
Nagle tuż przed nami pojawiła się dziura o głębokości 4 metrów. Wpadliśmy do niej i wylądowaliśmy na dachu. Dosłownie w ostatnim momencie miejsce to ominęło BMW i Mitsubishi Romy. Załoga BMW zatrzymała się i pomogła nam postawić auto na kołach. W międzyczasie przybył lekarz ASO, który szybko zbadał stan Michela Périna i zakazał mu dalszej jazdy z powodu kontuzji ramienia. Race Touareg mógł jechać dalej, silnik pracował. Oczywiście i tak mieliśmy sporo szczęścia w tej sytuacji. Jestem strasznie rozczarowany i bardzo mi przykro głównie względem mojego teamu, że odpadliśmy. Tak czy siak mam nadzieję, że, że zespół Volkswagena wygra ten rajd.
Michel Périn
W pierwszej części oesu popełniliśmy niewielki błąd. Na rozwidleniu pojechaliśmy w złym kierunku, ale skończyło się dobrze, bo ostatecznie trafiliśmy na właściwą drogę. Znaleźliśmy się za Ginielem de Villiersem, który wystartował 10 minut po nas, więc nie było tak źle. Potem był ukryty waypoint w wyschniętym korycie rzeki oznaczony jako „niebezpieczeństwo”. Powinien być jednak oznaczony jako „ekstremalnie niebezpiecznie”. Nani Roma, który jechał za nami, wpadłby w tę samą dziurę, gdyby nas już w niej nie było. Ze mną jest OK. Coś sobie złamałem w ręce, ale jest w porządku.
Giniel de Villiers
To był naprawdę trudny etap. W niektórych miejscach szukając drogi, krążyliśmy po piętnaście minut. Było bardzo niebezpiecznie, a piasek był naprawdę miękki. Zatrzymaliśmy się raz, by spuścić trochę powietrza z opon. Następnym razem musieliśmy stanąć w ogromnym kanionie wypełnionymi tonami głazów. Dirk (Von Zitzewitz) musiał nawet wysiąść, by znaleźć właściwą drogę. To był naprawdę ciężki dzień.
Krzysztof Hołowczyc
Tego nie da się opowiedzieć, przeżyliśmy prawdziwe piekło. W całej mojej karierze nie przejechałem tak morderczego odcinka. Organizatorzy chyba chcieli nas wszystkich wykończyć. Dwa razy ryzykowałem życiem i to tak, że miałem tego świadomość. Nie było wyjścia, musieliśmy albo zjechać z kilkusetmetrowej, prawie pionowej wydmy, albo zostać tam i nie ukończyć etapu. Zjeżdżając w dół samochód jechał coraz szybciej i szybciej, a końca zjazdu nie było widać. Mieliśmy też problemy z silnikiem, cały czas przerywał i nie mogliśmy za bardzo podjeżdżać pod wysokie wydmy. Musieliśmy jeździć wkoło wydm, by szukać jak najbardziej płaskiego podjazdu. To cud, że ukończyliśmy ten odcinek. Obaj jesteśmy krańcowo wycieńczeni, a z samochodu mało co zostało. Podwozie jest kompletnie zniszczone, pourywanych jest wiele elementów. Jean-Marc na mecie wyskoczył z samochodu i dosłownie chciał pobić organizatorów za to, co nam zgotowali na trasie. Póki co do mety dojechało tylko 9 samochodów i jestem przekonany, że wiele załóg nie dokończy dzisiejszego etapu.
Firdaus Kabirov
Dzisiaj łatwo było się zgubić. Mieliśmy mnóstwo nawigacji. To dla nas dobrze, ale czasem byliśmy blisko pojechania w złą stronę. Niektóre waypointy ciężko było znaleźć wśród wydm. Potem przebiliśmy koło. Naprawa zajęła nam 11 minut. Mam nadzieję, że Kamazy wygrają Dakar.
Marc Coma
To był naprawdę ciężki etap, pełen off-roadu i nawigacji. Trudno było znaleźć drogę przez wydmy i góry. Przez cały etap nie mogliśmy sobie pozwolić nawet na chwilę dekoncentracji. Dla mnie był to kolejny dzień bez problemów i to jest najważniejsze. Raz jeszcze: dopóki nie dotarliśmy do mety, nikt nie może zacząć świętować.
Cyril Despres
Było mnóstwo akcji. Motocykl trochę się przegrzewał, dlatego obawiałem się piaskowych wydm. Było ciężko, ponieważ piasek był bardzo miękki. Dla motocyklisty rajdowego wystartowanie, wyprzedzenie dwóch lub trzech rywali i dotarcie po mety po czterech godzinach jazdy, to jednak znikoma przyjemność.
Jakub Przygoński
Bardzo ciężki etap. Cały czas był tak miękki piasek, że jechałem tylko na pierwszym lub drugim biegu. Niestety, wywróciłem się. Cały odcinek bardzo ciężki fizycznie. Nie miałem siły trzymać motocykla i stać na nim. A na siedząco w ogóle nie dało się jechać. Widocznie inni zawodnicy musieli być tak samo wykończeni jak ja, bo jadąc resztką sił zająłem bardzo wysoką pozycję. W dodatku pobłądziłem, a mimo to był to bardzo udany dla mnie etap. Bardzo się z tego cieszę.
Jacek Czachor
To był najtrudniejszy etap. Przez pięć godzin jechałem dwieście kilometrów. To o czymś świadczy. Wydmy były mokre. Motocykl jechał na pierwszym biegu, drugi nie chciał wskoczyć. Jechało mi się nieźle, ale miałem bardzo poważny wypadek, aż do tego stopnia, że nie podnosiłem motocykla. Stłukłem żebra i bardzo źle się czułem. Czekałem na Krzyśka Jarmuża aż przyjedzie i mnie pozbiera. Sześć kilometrów przed metą krążyło bardzo dużo zawodników, a ja razem z nimi. Nie mogliśmy znaleźć waypointa. W końcu mi pierwszemu udało mi się go odnaleźć.
















