Mutt 2010
Jak co roku w okolicach Gliwic odbył się wiosenny Rajd MUTT 2010
W tym roku organizatorzy: Gliwickie Stowarzyszenie Miłośników Jazdy Terenowej „MUTT” zaproponowali zawodnikom nową, znacznie trudniejszą formułę rajdu.
Terenowy maraton 24 godzinny wzorowany na imprezach organizowanych w zachodniej Europie, gdzie zawodnicy pokonują wielokrotnie trasę w formie pętli, a zwycięzcą jest ten komu uda się najwięcej razy pokonać ją w ciągu doby.
Podstawowa różnica między tamtymi maratonami 24 godzinnymi a Muttem polega na trudności i specyfice trasy, a co za tym idzie wystartowały zupełnie inne samochody.
Do decyzji załogom pozostawiono czy będą jeździć 24 godzinny, czy też na chwilę zjadą z trasy by się przespać.
Pętla liczyła około 44 km, przy trasie zlokalizowano park serwisowy oraz strefę żywienia.
Morderczy charakter imprezy nie wystraszył jednak zawodników, a wręcz przeciwnie – przyciągnął na start ponad 40 załóg.
Kto odważył się spędzić weekend majowy za sterami terenówki, musiał zmierzyć się nie tylko z ciężką trasą, niespotykaną długością trwania zawodów, ale także z wyjątkowo paskudną pogodą.
Impreza rozpoczęła się na poligonie, od nocnego prologu wyznaczającego kolejność startu do maratonu. Zawodnicy dali z siebie wszystko aby wypracować handicap który pozwoli im nabrać dystansu do rywali na pierwszej pętli i przejechać jak najmniej rozjeżdżoną trasę.
Dzień drugi przywitał zawodników padającym deszczem, który nie wróżył nic dobrego, ponieważ trasa na której przeważały piach i błoto będzie przejeżdżana wielokrotnie więc jej konfiguracja i stopień trudności będzie się zmieniać z godziny na godzinę.
Przed startem, który został przesunięty na godzinę 13:00
Przestało padać i nieśmiało wyjrzało słońce, które dawało nadzieję, że trasa rajdu już nie będzie bardziej nasiąkała wodą.
Pętla była już jednak wystarczająco trudna, a z godziny na godzinę rosła głębokość kolein i wykopanych kołami dołów w trudniejszych miejscach. Przekonali się o tym zawodnicy oraz ich samochody w kolejnych godzinach poddane morderczej weryfikacji.
Nad ranem trzeciego dnia zawodów ponownie zaczęło padać, już dość mocno rozjeżdżona trasa stała się jeszcze trudniejsza do pokonania.
Załoga pomarańczowego Tomcata: Wojtek Bodziony i Piotr Kowal startująca w klasie sportowej ukończyła zmagania na trzecim miejscu.
Pragnę przypomnieć że Wojtek jest niepełnosprawny, i prowadzi samochód tylko za pomocą dłoni, jest to ewenement w sporcie samochodowym na skalę europejska.
Paweł Rzepecki
Zdjęcia:

















