Defender made in heaven. Niebiańska realizacja E.C.D. Automotive Design

Jeśli w Twoim garażu parkuje już sportowy Aston Martin, a do pełni szczęścia brakuje Ci rasowej terenówki, wybór masz tylko jeden – to klasyczny Land Rover Defender. Najlepiej w eleganckim białym garniturze, pod którym kryje się silnik o zawrotnej mocy 565 koni mechanicznych. Project RC to kolejne dzieło amerykańskiego serwisu E.C.D. Automotive Design.


Podobnie jak w wielickim Defender Factory amerykańscy fachowcy budują Defendery „na nowo", przy okazji spełniając nawet najdziwniejsze pragnienia klientów. Jeden z nich tym razem zażyczył sobie auto w kolorze śnieżnobiałym, równie wytworne jak jego Aston Martin. I nie chodziło tu tylko o lakier użyty do pomalowania karoserii...


Designerzy ECD zaordynowali biel wszędzie tam, gdzie tylko było to możliwe. Prawdopodobnie zastanawiali się również nad użyciem białych opon, ale być może uznali to już (na szczęście!) za przesadę i poprzestali na tradycyjnym ogumieniu Continental Cross Contact LX20 w rozmiarze 265/70/R16. Bielą lśnią natomiast między innymi: 16-calowe stalowe felgi Wolf, zderzaki i progi, bagażnik dachowy oraz atrapa chłodnicy.


Niebiańsko jest również wewnątrz auta, a to za sprawą białej, pikowanej tapicerki oraz obszyć deski rozdzielczej, foteli, podsufitki czy drzwi. By auto nie stało się karykaturą przysłowiowej karocy dla księżniczki, projektanci zdecydowali się nieco przełamać dominację białego koloru, używając gdzieniegdzie (np. na centralnej konsoli) błękitnych wykończeń. Wrażenie elegancji budują detale w rodzaju wskaźników White Hot Series czy drewnianej, 15-calowej kierownicy Evander.


W takiej stylizacji Defender nabrał cech lekkości i... niewinności, ale to tylko gra pozorów. Pod względem mechanicznym to wciąż twarda terenówka, gotowa by zmierzyć się z najtrudniejszymi wyzwaniami. W jej zawieszeniu zamontowano pełną pneumatykę zaprojektowaną przez E.C.D., przy kołach pojawiły się hamulce tarczowe EBC, a pod maską... umieszczono 6,2-litrowy wulkan V8 LS3 z Corvette'y.


Naszym zdaniem już samo 565 koni mechanicznych pod maską Defendera to aż nadto, by poczuć się jak... w niebie.