Fenek pustynny, czyli apartament z napędem 4x4

43 sekundy. Tyle czasu Brice Bader i jego żona Irina Ivankiv potrzebują, by terenowego Land Rovera Defendera, którym udają się na dalekie wyprawy, przemienić w przytulny kemping dysponujący sypialnią, kuchnią, łazienką i jadalnią. Wild Fennec, jak ochrzcili swój samochód, niczym jeden z Transformersów samodzielnie przeobraża się, umożliwiając francuskiej parze, „zapuścić korzenie” niemal w dowolnym miejscu na Ziemi.


Brice Bader dorastał w Maroko i odkąd pamięta, podróżował po Afryce najprzeróżniejszymi pojazdami z napędem na dwie i trzy osie. Pewnego razu na swej drodze spotkał Irinę, swoją przyszłą żonę, z którą zaczął organizować komercyjne wyprawy dla żądnych przygód turystów. Samochód stał się ich domem, ale w którym zawsze było trochę ciasno, mało komfortowo i niezbyt swojsko. I co najważniejsze nie można było w nim wykąpać się pod prysznicem! Wtedy postanowili przysposobić Land Rovera Defendera do zamieszkania, starając się jednocześnie zachować jego ponadprzeciętne właściwości terenowe konieczne do swobodnego poruszania się po afrykańskich bezdrożach. Musieli więc opracować własny projekt, rezygnując z typowych rozwiązań, takich jak na przykład montaż namiotu dachowego, który podnosi środek ciężkości auta i zwiększa zużycie paliwa, a jego rozłożenie w trudnych warunkach pogodowych bywa czasochłonne, a niekiedy wręcz niemożliwe.


Inspiracją dla małżeństwa wagabundów, do którego niedawno dołączyła mała pociecha, stały się – jak możemy się domyślać – filmy z serii „Transformers”. Rozsuwające się samodzielnie ściany i podnoszony dach sprawiają, że Defender jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki przeistacza się w wygodne, w pełni wyposażony apartament spełniający wszystkie oczekiwania domowników.


Proces transformacji rozpoczyna się od opuszczenia tylnej rampy, do której przymocowany jest kufer bagażowy i koła zapasowe. Zajmuje to tylko 6 sekund, a w zamian auto zyskuje drewniany taras, który dodatkowo ma zadanie stabilizować pojazd w czasie postoju. Nieco ponad pół minuty potrzeba, by podnieść dach oraz rozsunąć obie ściany kabiny. Do jej wnętrza dostać się można prosto z przednich siedzeń (co stanowi dużą wygodę, gdy na zewnątrz szaleje burza) lub korzystając z tylnych drzwi wejściowych. Konstruktor przyjął, że 55 centymetrów szerokości drzwi oraz przejścia wystarcza do swobodnego poruszania się dorosłego człowieka, który (o ile nie będzie dwumetrowym koszykarzem) kłopotu z wyprostowaniem się nie będzie miał wewnątrz jadalni.


W kabinie po prawej stronie umieszczona została zabudowa kuchenna, a po lewej stolik z siedzeniami. Kuchnia posiada płytę grzewczą, zlewozmywak, liczne szuflady i schowki (do których, gdy brakuje np. solniczki czy dodatkowego noża, bez kłopotu można sięgnąć w trakcie jedzenia), ponadmetrowej wysokości lodówkę oraz blat, na którym przygotowywane są posiłki. Pod spodem schowany jest 100-litrowy zbiornik na wodę. Co ciekawe Brice Bader w swym aucie całkowicie zrezygnował z gazu, który jego zdaniem w trakcie dalekich podróży tylko przeszkadza zamiast pomagać. Z dala od cywilizacji niełatwo znaleźć miejsce do tankowania butli (na dodatek zajmujących niemało miejsca w aucie), zawsze pojawiają się problemy z końcówkami i przejściówkami, by nie wspomnieć już o niebezpieczeństwie wybuchu. Dlatego w jego Land Roverze cały system ogrzewania opiera się na oleju napędowym czerpanym z baku auta, który pozwala rozgrzać zarówno płytę kuchenną do gotowania, jak i nagrzać wodę do mycia.


Po zakończonym posiłku wystarczy jedno z siedzisk (osadzonych na szynach) wsunąć pod stół, blokując je niewielkim bolcem, by uzyskać miejsce na... kabinę prysznicową wyłożoną drewnianą podłogą. Sam prysznic zamocowany jest pod dachem wraz z kurtyną, którą należy opuścić, zabezpieczyć przed rozbryzgiwaniem się wody i już można cieszyć się kąpielą. Konstruktor przewidział nawet uchwyty dla zasłonki, by ta nie przyklejała się do ciała, a także próg, który nie pozwala, by woda wydostawała się na zewnątrz. Po osuszeniu materiału, potrzeba kilka sekund, by go zwinąć i schować z powrotem pod sufitem. Przestrzeń łazienki pełni zarazem rolę toalety, której muszla umieszczona jest wewnątrz siedziska jadalnianego. Jej szczelna konstrukcja i zasada działania oparta na specjalistycznych środkach chemicznych stanowią gwarancję, że nikomu w trakcie snu czy jedzenia nie będą dokuczać nieprzyjemne zapachy.

Gdy nadchodzi noc, za naciśnięciem kolejnego pstryczka-elektryczka spod dachu opuszczane jest na linkach gotowe do spania łóżko z już obleczonym, komfortowym materacem o wysokości 16 centymetrów, które „ląduje” na terenie kuchni i jadalni, wciąż umożliwiając korzystanie z prysznica i ubikacji. Zamiast ciasnej przestrzeni namiotu dachowego podróżnicy otrzymują do swej dyspozycji wygodną, przestronną kabinę sypialną z zadaszoną łazienką.


Umieszczony na dachu, 400-watowy zestaw solarny zapewnia podróżnikom niezależność elektryczną. Pozyskanym „ze słońca” prądem zasilane jest m.in. oświetlenie pokładowe, lodówka oraz liczne gniazdka, które dzięki przetwornicy oferują standardowe napięcie 220V, co pozwala w deszczowe dni korzystać z komputerów czy oglądać filmy w opuszczanym spod sufitu telewizorze. Podróżnicy twierdzą, że system sprawdza się nawet przy wiecznie zachmurzonym niebie nad Wielką Brytanią.

Dla Brice'a Badera, Iriny Ivankiv oraz ich dziecka jedyny w swoim rodzaju Wild Fennec stanowi ich własny dom (na kołach), łączący cechy wygodnego kempera i dzielnej terenówki. Za pośrednictwem strony www.wild-fennec.com może zamówić sobie podobny – koszt przebudowy Defendera wynosi 50 tysięcy Euro.




fot. www.wild-fennec.com