I Zimowy Rajd Land Serwisu - 18-20.02.2000

W ubiegły weekend w Beskidzie Makowskim zaroiło się od aut 4x4. Całość zaczęła się w piątkowy ranek w Dobczycach gdzie stawiło się 21 załóg. Zanim jednak wystartował pierwszy samochód koniecznie trzeba było porozglądać się po parkingu i sprawdzić co zmieniło się w poszczególnych pojazdach od ostatniego wspólnego spotkania, obgadać czyje szanse są większe i kto zagwarantuje najwięcej zabawy na trasie. Oczywiście życie zweryfikowało plany.


Po krótkim spotkaniu organizacyjnym, rozdaniu map, omówieniu trasy i regulaminu można było wyruszyć. Miałam przyjemność jechać w Range Roverze z Tomkiem Konikiem i z tej pozycji obserwowałam trasę rajdu. Zaczęło się niewinnie jednak w pewnym momencie utworzył się prawdziwy miejski korek. Niezbyt stromy podjazd, ale bardzo śliski sprawił kłopot większości załóg. Nam udało się dojechać prawie do samego szczytu i... zaparkować tyłem w rowie. Przy pomocy organizatorów znaleźliśmy się na bardziej płaskim terenie i trzeba było założyć łańcuchy. Za naszym przykładem poszło jeszcze kilku uczestników. Teraz trzeba było dojechać na Kudłacze aby zdobyć pieczątkę i posilić się ciepłym bigosem. Trasa miejscami była odrobinę wąska ale przy umiejętnościach Tomka udało się ją przebrnąć bez strat . Nas jako obserwatorów nie obowiązywało odnajdywanie na trasie znaków malowanych na drzewach przez organizatorów (a wiem, że niektórym sprawiło to trochę problemów) dlatego mogłam rozkoszować się widokami. Zdążyłam już odzwyczaić się od śniegu, a tu taka niespodzianka-był prawie wszędzie. Całkiem spokojnie udało nam się dotrzeć do bazy (nie licząc rozciętej opony), która zlokalizowana była w Jordanowie. Tam czekał na nas obiad. Powoli zaczęli się wszyscy zjeżdżać. Na miejscu czekała jeszcze jedna terenowa atrakcja: próba przejazdu wzdłuż wyciągu narciarskiego wąskim wąwozem. Były pewne problemy ponieważ nie wolno było używać wyciągarek, a ponadto na trasie znajdowało się zwalone drzewo i samochodom z bagażnikiem sprawiało ono niemały kłopot. Jednak wieczór upłynął w miłej atmosferze, opowieści o tym co było i co być mogło, jakie błędy zostały popełnione, a jakich można było uniknąć. Późnym wieczorem opuściliśmy gościnną knajpkę. Nadszedł czas na regenerację sił przed kolejnym dniem walki w terenie.

Sobotnia trasa była zdecydowanie trudniejsza. Prawie 100 kilometrowa pętla zaczynała się przejazdem korytem rzeki, co wzbudziło niesamowite zainteresowanie wśród miejscowych gapiów. Byli tacy, którzy bez problemów pokonali ten odcinek, a także tacy, którzy mieli mokro... w samochodach. Na szczęście niedoszłym topielcom pomagały bardziej sprawne załogi. Dalej przez chwilę trasa wiodła asfaltem ... i kolejny wjazd w las. Ładna, przyjemna trasa o zróżnicowanym stopniu trudności a po około 10 kilometrach zaczął się trudny odcinek wąwozem w górę, którego Tomek chyba nie będzie wspominał najprzyjemniej. Na jednym z fragmentów trasy wąski wąwóz zaatakował korek wlewu paliwa naszego Range'a i ... wygrał. Tu przydała się słabość pilota (czyli moja) do złotego trunku rodem z Żywca. Puszka idealnie zastąpiła w/w korek. Z tym problemem się uporaliśmy ale złośliwościom natury nie było końca. Drzewa okazały się równie nieugięte i to dosłownie. Jedno z nich "zabrało" nam prawe lusterko. Następnie lżejsi o zbędne akcesoria niebieskim szlakiem dotarliśmy bliżej cywilizacji czyli na asfalt. W okolicach Budzowa postanowiliśmy ominąć część trasy i główną drogą dojechać na kolejny trudny odcinek. Nie było to tchórzostwo ale rzecz prozaiczna- światło do zdjęć! Okazało się, że trafienie od drugiej strony sprawiło nam trochę kłopotu i zajęło nieco czasu w związku z tym po naszym przybyciu na miejsce nie spotkaliśmy się już z wieloma ekipami. Nie pozostało nam nic innego jak zjazd do bazy. Dopiero tam przy poobiedniej pogawędce dowiedzieliśmy się, że w lesie zostały jeszcze trzy załogi. Jedna z nich dotarła z niedużym opóźnieniem, a na pozostałe dwie przyszło nam jeszcze trochę poczekać. Jednak i oni dotarli. Zmęczeni, głodni i szczęśliwi dołączyli się do wspólnego ogniska gdzie nie brakowało kiełbasy i rozmownych trunków. Przy wielkim ognisku obecne były jeszcze większe emocje związane z zakończeniem drugiego dnia rajdu. Opowieściom nie było końca ale w końcu organizmy zawodników zaczęły domagać się odpoczynku.

Podczas niedzielnego śniadania widać było na twarzach trudy poprzednich dni. Nadszedł koniec Pierwszego Zimowego Rajdu Land Serwisu. Wszyscy zostali nagrodzeni jednym Dużym Pierwszym Miejscem za to, że przejechali trasę i dobrze się bawili. Wielkie dzięki dla organizatorów za naprawdę świetną zabawę.

Dorota Sobolak


Galeria - 36 zdjęć

Zobacz galerie z poprzednich edycji:
VII Zimowy Rajd Land Serwisu - 11-13.02.2011
VI Zimowy Rajd Land Serwisu - 25-27.02.2010
V Zimowy Rajd Land Serwisu, 22-25.02.2007
IV Zimowy Rajd Land Serwisu - 24-25.02.2006
III Zimowy Rajd Land Serwisu - 22-23.02.2002
II Zimowy Rajd Land Serwisu

Zobacz relacje z poprzednich edycji:
VII Zimowy Rajd Land Serwisu - 11-13.02.2011
V Zimowy Rajd Land Serwisu, 22 - 25 II 2007
IV Zimowy Rajd Land Serwisu 24 - 25.02.2006
III Zimowy Rajd Land Serwisu - 22-23.02.2002
II Zimowy Rajd Land Serwisu

Zobacz filmy z poprzednich edycji:
VII ZIMOWY RAJD LAND SERWISU - 11-13.02.2011
VI Zimowy Rajd Land Serwisu - 25-27.02.2010