III Rajd Land Serwisu

Na starcie trzeciej edycji Amatorskiego Rajdu Samochodów Terenowych Land Serwisu zameldowało się szesnaście samochodów z załogami w bojowych nastrojach. Różnorodność pojazdów była tradycyjnie duża - od leciwego GAZa do trzyletniego Land Rovera Discovery. Były również "wynalazki" typu nadwozie Poloneza na ramie UAZa czy Polonez Caro na ramie Range Rovera. Trasa rajdu była podzielona na sześć odcinków specjalnych w dwóch etapach. Pierwsze kilkadziesiąt metrów przejazdu na pierwszym odcinku było przeszkodą którą pokonały jedynie dwa samochody (w tym jeden z użyciem własnej wciągarki). Kopne błoto podszyte piaskiem i głębokie koleiny z dziurami typu "niespodzianka" wymagały mocnych opon, mocnej techniki i mocnych nerwów. Nie bez racji odcinekten w miejscowym żargonie nazwano "drogą prawdy". Ostra selekcja na samym początku spowodowała polemikę z organizatorami czy aby poprzeczka trudności rajdu nie jest ustawiona zbyt wysoko, pomimo tego, że wszyscy pechowcy byli sprawnie wyciągani z opresji z pomocą sowieckiej ciężarówki ZIS.

Drugi etap rajdu był kolejnym wyzwaniem - trzydzieści metrów wody o głębokości ok. 1m. Jednak wjazd nie umożliwiał rozpędu, a wręcz zmuszał do jazdy technicznej. Decydujące znaczenie miało tutaj przygotowanie samochodu i doświadczenie w jeździe w wodzie. Kilku zawodników usiłowało skorzystać z pełnej mocy drzemiącej w silnikach licząc zapewne na przemknięcie z gracją po tafli wody wśród rozbryzgu wody i pisku panienek. Kończyło się to niestety grubo poniżej dna plus zmoczone spodnie, bowiem organizatorzy nie zapewniali na tym odcinku zapięcia liny pomocniczej. Na szczęście w tym akurat momencie zaświeciło słońce i braki techniczne (mokre spodnie i filtry powietrza) można było szybko wysuszyć. Za niewielką ilość punktów karnych można było ominąć ten odcinek, ale duch walki był tak mocny, że nikt nie zdecydował się na takie rozwiązanie kwestii wody.

Trzeci i ostatni odcinek pierwszego etapu to kolejna odmiana - piaskowe wydmy z pozoru wyglądające na przyjemny, szybki odcinek. Faktycznie liczył się tutaj czas przejazdu a nie jak poprzednio sam fakt przejechania przez odcinek. Ta pozorna łatwość zgubiła wielu kierowców, którzy przerzucali dziesiątki kilogramów piasku pod kołami nie powodując ruchu swojego pojazdu ani o centymetr. ZIS z wciągarką znowu okazał sił być nieodzowny. Na szczęście dobry nastrój nie opuszczał zawodników ani kibiców. Nikt już nie miał wątpliwości, że o ostatecznym miejscu w klasyfikacji rajdu decydować będzie głównie doświadczenie a nie czterolitrowy motor. Po trzech odcinkach punktacja była wyrównana. Błoto, woda i piasek - trzy zupełnie różne żywioły samochodu terenowego pokazały wyraźnie kto w jakim terenie radzi sobie dobrze, a w jakim gorzej.

Po czterech godzinach zmagań z wykrotami cały peleton samochodów z zawodnikami i kibicami pod profesjonalną eskortą Policji pokonał kilka kilometrów drogami publicznymi na miejsce drugiego etapu. Tam czekała już kuchnia polowa z tłustymi, gorącymi smakołykami oraz piwo na trawienie. Szczęśliwe miny zawodników z pełnymi żołądkami zaczęły jednak dziwnie kwaśnieć po bliższym obejrzeniu trasy pozostałych trzech odcinków. Padały pytania czy ktoś już tą trasę przejechał. Przeprowadziłem również sympatyczną rozmowę z panią która twierdziła, że nie może ponosić takiego ryzyka będąc matką dwojga dzieci. Faktycznie, odcinki na pierwszy rzut oka wyglądały jak trasa diabelskiej kolejki w lunaparku. Należy dodać że drugi etap w całości był wytyczony na zamkniętym terenie nieczynnej kopalni gliny. Krajobraz gdyby nie roślinność prawdziwie marsjański. Jednak po pierwszym przejeździe okazało się, że nie taki diabeł straszny, a samochody jak je poprosić to i pod górę pojadą. Odcinki były ustawione "pod rząd" a trudność ich była stopniowana, tak aby słabi zawodnicy odpadli na pierwszym i nie mogli jechać dalej. Miało to na celu zapewnienie maksymalnego bezpieczeństwa uczestników i kibiców. Niestety nie spodobało się to wszystkim zawodnikom, a niektórzy usiłowali udowodnić sobie i innym, że braki w sprzęcie, a co gorsza w technice jazdy można nadrobić mixem fantazji i adrenaliny. Przy decydującej szykanie na drugim odcinku, która była prawie pionowym podjazdem o długości kilku metrów krewka załoga po kilku próbach, nie zważając na ostrzeżenia sędziego efektownie przewróciła na dach UAZa, narażając siebie i kibiców na przygniecenie żelastwem. Na szczęście skończyło się na lekkich pofałdowaniach karoserii i kilku siniakach. Trzy niezwykle efektowne i trudne odcinki były punktowane na zasadach trialu. Nie liczył się czas przejazdu a strącenie bramki czy cofanie. Ostatni chyba najtrudniejszy odcinek zaczynał się stromym zjazdem z przekosem (niektórzy zjeżdżali tylko na przednich kołach), następnie ciasny skrót przy dużym przechyle (osuwisko) i od razu zjazd rynną mazistej gliny (bez możliwości kierowania) w dół zakończony postawieniem auta na przednim zderzaku tylnymi kołami wysoko w górze. Dało się zauważyć wypłowienie rumieńców nawet u doświadczonych drajwerów. Cały drugi etap o własnych siłach przejechały tylko trzy samochody. Opanowanie i doświadczenie znowu okazały się być nieocenione.

Po dziesięciu godzinach jazdy zmęczeni ale uśmiechnięci kierowcy udali się na zasłużoną "chmielówę", a sędziowie podliczać punkty karne. Ogłoszenie wyników było tym bardziej oczekiwane, że sponsorzy zapewnili cenne nagrody. Od bywalców innych imprez gdzie jest w użyciu samochód terenowy, słyszałem opinię, że był to najtrudniejszy technicznie rajd jaki widzieli, pomimo, że w nazwie jest przymiotnik "amatorski". Oczywiste jest, że amatorski to nie znaczy łatwy, a dostępny dla kierowców amatorów nie posiadających licencji, niepalnego kombinezonu i innych utrudnień, które wymagane są w eliminacjach mistrzostw Polski. Co najdziwniejsze wielu amatorów jeździ wcale nie gorzej od tzw. zawodowców, a przy tym cieszy ich to, że z leciwego GAZa czy Land Rovera można wykrzesać całkiem niezły ogień.

Pomimo kilku incydentów i drobnych niedociągnięć organizacyjnych, wszyscy uczestnicy rajdu byli zadowoleni nie tyle z zabawy i możliwości rywalizacji co z nauki którą wynieśli z tej imprezy.

Kilku szczerze przyznało, że mają jeszcze kilka sytuacji do przećwiczenia, a bezwzględnie wszyscy zapowiedzieli, że w przyszłym roku, w czerwcu, przyjadą ponownie pokatować żelazo.

KLASYFIKACJA GENERALNA:
1 Zdzisław Łazarek RANGE ROVER KIT CAR 3.5
2 Andrzej Nowakowski JEEP CJ 4.0
3 Janusz Borowski UAZ 2.5 TD


Galeria - 15 zdjęć

Zobacz galerie z poprzednich edycji:
IX Letni Rajd Land Serwisu 5-7.09.2014
VIII Letni Rajd Land Serwisu/Bazar Off Road - 26.09.2009
VII Letni Rajd Land Serwisu 28-29.05.2004
VI Rajd Land Serwisu - Beskidy bez granic - 12-15.07.2001
V Rajd Land Serwisu - 21-25.06.2000

Zobacz relacje z poprzednich edycji:
IX Letni Rajd Land Serwisu 5-7.09.2014
VIII Letni Rajd Land Serwisu - 26.09.2009
VI Rajd Land Serwisu - 12-15.07.2001
V Rajd Land Serwisu - 21-25.06.2000