Land Rover Defender Works V8 versus Honda Civic Type R. Kto szybszy?

Z jednej strony nowoczesny sportowy kompakt z Japonii, który w prasie nazywany jest „idealnym hot hatchem”, „mrocznym zabijaką”, „maszyną idealną”. Z drugiej – stary, dobry Defender, którego konstrukcja, choć unowocześniana, liczy sobie już blisko 70 lat. Czy stawianie obok siebie tych wozów w blokach startowych ma w ogóle sens?


Gdyby to był odcinek rajdu terenowego, z góry wiadomo byłoby, kto zostałby zwycięzcą – Honda zapewne poległaby już na pierwszych metrach. W wyścigu ulicznym skazanym na przegraną wydaje się barczysty, pozbawiony sportowej aerodynamiki Land Rover. W pojedynku zaaranżowanym przez redakcję „Top Gear” Defender skrywa jednak tajną broń, dzięki której rezultat potyczki wcale nie jest taki oczywisty. Jest nim silnik V8 o mocy 405 koni mechanicznych i maksymalnym momencie obrotowym 515 Nm montowany w specjalnej serii Works.

Na „papierze” Land Rover teoretycznie wykazuje przewagę nad Type R, który może pochwalić się mocą 316 KM i momentem 400 Nm. Defender do „setki” przyspiesza w 5,6 sek., czyli o 0,2 szybciej od Civica. Ale zarazem waży blisko pół tony więcej, co w tym przypadku może mieć decydujące znaczenie...


Początkowe sto metrów wyścigu wydają się zupełnie nierealne – bokser wagi ciężkiej dynamicznie przyspiesza i zostawia daleko w tyle lekkoatletę, budząc euforię wśród fanów nobliwej terenówki. Oba auta błyskawicznie nabierają prędkości, a Civic zdaje się niknąć w lusterku Defendera. Fizyki nie da się jednak oszukać. Leciutka Honda zaczyna odrabiać straty i po kilku sekundach wychodzi na prowadzenie, wygrywając efektowny pojedynek.

Niespodzianki więc nie było, ale Land Rover na pewno nie może czuć się przegranym, bo napędził strachu rywalowi, ukazując swoje niecodzienne oblicze. To co teraz? Czas na rewanż w terenie?;)