Nasz zespół: Łukasz Nawalany – urodzony w Land Roverze

W Land Serwisie pracuje "od zawsze" (czyli co najmniej od początku wieku). Zaczynał jako nieopierzony pomocnik mechanika, a dziś pełni jedną z najbardziej odpowiedzialnych funkcji w firmie, w której musi znać odpowiedź na każde pytanie (klientów, pracowników, dostawców i przełożonych). Nie wyobraża sobie jazdy innym autem niż Land Rover, z którym czuje się połączony więzami krwi.

“Wszystko wskazuje na to, że dawno temu wyklułem się z owalnego jaja“

– mówi Łukasz Nawalany, kierownik serwisu w Land... Serwisie.

Land Serwis działający jeszcze w swej dawnej (legendarnej) siedzibie przy ulicy Potrzask w Krakowie był pierwszą firmą, w której Łukasz Nawalany złożył swoje podanie o pracę zaraz po tym, jak zdobył papiery mechanika samochodowego. Zadecydował przypadek (mieszkał po sąsiedzku), a może przeznaczenie, które sprawiło, że jego pierwotne miejsce zatrudnienia od kilkunastu lat pozostaje jedynym. I kto wie, czy nie ostatnim, w którym doczeka emerytury...
-

“Moje życie zrosło się z Land Roverami, którymi jeżdżę, które naprawiam i obsługuję“

– mówi Łukasz Nawalany.

“– Oczywiście istnieje (teoretyczna) możliwość, abym przesiadł się do auta innej marki lub zmienił branżę, ale... Prędzej by piekło zamarzło!“

W pierwszych latach pracy pełnił funkcję zwykłego pomocnika, uważnie słuchającego bardziej doświadczonych kolegów i obserwującego ich pracę. Terenowe Land Rovery szybko skradły mu serce, a najbardziej parkujący przed siedzibą firmy czarny, trzydrzwiowy Range Rover Classic, który wówczas wydawał mu się nieosiągalny. Kilka lat później, gdy stał się jego właścicielem, okazało się, że marzenia się spełniają – wystarczy ciężka praca i wytrwałość.

Młody i utalentowany adept sztuki mechanicznej z rzadkiego gatunku "myślących", a nie "wymieniających co popadnie", z pozycji pomocnika szybko awansował na stanowisko samodzielnego mechanika, a następnie został zaangażowany do pracy w prężnie rozwijającym się dziale sportowym firmy.

“- Ze zwykłych prac warsztatowych związanych z obsługą i eksploatacją Land Roverów nagle wpadłem w wir wyciągarek, mostów portalowych i Simexów“

– wspomina Łukasz Nawalany.

“– Przygotowywaliśmy do startu w Rainforest Challenge słynnego Esioka naszego szefa Piotra Kowala i wiele innych aut przeprawowych. Około 2005 roku Land Serwis otrzymał licencję na budowę angielskich Tomcatów – przy konstruowaniu pierwszego egzemplarza tylko pomagałem, ale drugi powstawał już pod moim nadzorem. To były zakręcone czasy! W firmie praca trwała od 8 do 16, potem przerwa na kawę i wracało się do kanału – aż do północy. Na rajdach mieliśmy pełne ręce roboty przez 24 godziny na dobę. Konieczne naprawy i obsługa auta, kompletowanie części zamiennych i wyposażenia, pakowanie przyczepy serwisowej, logistyka wyjazdów – nierzadko na drugi kraniec Polski. Do dziś wspominając tygodniowy maraton przeprawowy w Miastku, łezka mi się w oku kręci...“

Rok 2007 na zawsze zapisał się w jego pamięci za sprawą występu Piotra Kowala i Włodzimierza Babicza w Rainforest Challenge, jednym z najtrudniejszych rajdów przeprawowych na świecie, którego trasa wiedzie przez malezyjską dżunglę. Łukasz Nawalany był głównym wykonawcą przebudowy Range Rovera Classica, a podczas rajdu jedynym mechanikiem pokładowym, który w ekstremalnie trudnych warunkach obsługiwał terenówkę nazywaną lekceważąco przez miejscowych kibiców "shopping car" – autem na zakupy. Ich miny zrzedły w chwilach, gdy polski "Rendż" zajmował czołowe miejsca na wymagających odcinkach specjalnych i przecierał drogę całej kolumnie zawodników przez owianą złą sławą Strefę Mroku. Na dodatek był bodaj jedynym w stawce pojazdem, który przewoził na pokładzie trzyosobową załogę, części zamienne, agregat prądotwórczy, nadajnik satelitarny, narzędzia, jedzenie i ekwipunek biwakowy dla czterech osób...

“– To była przygoda mojego życia“

– wspomina Łukasz Nawalany.

“– Auto sprawowało się nienagannie poza jednym drobnym szczegółem – bardzo kapryśnym układem paliwowym, którego projekt nie był jednak mojego autorstwa. W efekcie przez cały wyjazd nękały nas awarie pomp paliwa. Wymieniałem je w nocy, w deszczu, w błocie, zagryzany przez komary i atakowany przez skorpiony. To był prawdziwy koszmar. Ale poza tym było rewelacyjnie, a przygody, które mnie spotkały – dachowanie w dżungli i całonocna akcja ratownicza, odcięcie od świata przez ulewy i ewakuacja uczestników rajdu łodziami, moja własna, niezaplanowana odyseja z konewką po paliwo, podczas której spotkałem trędowatego, a do obozu dotarłem na skuterku – do dziś budzą uśmiech na mej twarzy. Chętnie odetchnąłbym kiedyś raz jeszcze gorącym i wilgotnym powietrzem Malezji w środku grudnia...“

Z biegiem lat pozycja Łukasza Nawalanego w Land Serwisie rosła: z pozycji mechanika awansował na technika, kierującego grupą kilku podwładnych. Około 2010 roku ściągnął kombinezon roboczy, by usiąść przy komputerze i telefonie w roli doradcy serwisowego, a trzy lata później został szefem serwisu, którym pozostaje do dziś (z roczną przerwą na rozkręcanie sprzedaży komisowej, importu samochodów i części z zagranicy).

“– Praca kierownika warsztatu jest bardzo pochłaniająca i wymaga dużej odpowiedzialności“

– mówi.

“– Nieustannie podejmuję ważne (i kosztowne) decyzje, kieruję działaniami mechaników, rozmawiam z klientami. Cały czas muszę pamiętać o kilku samochodach naraz, które znajdują się na stanowiskach i kolejnych, które czekają w kolejce. Roczna przerwa pomogła mi odpocząć, nabrać dystansu, spojrzeć na kilka spraw z innej perspektywy i wrócić ze świeżą głową. Z moimi podwładnymi mam dobry kontakt, ale jestem również wymagający, bo jak nikt chyba znam realia ich pracy i obowiązki. Kilkanaście lat spędzonych w jednej firmie dowodzi również, że z moim szefem nadaję na tych samych falach, choć obaj jesteśmy indywidualistami i miewamy czasem odmienne zdanie. “

Dzień, w którym Land Rover zakończył definitywnie produkcję kultowego Defendera – 29 stycznia 2016 roku – był dla Łukasza Nawalanego jednym z najsmutniejszych w jego zawodowej karierze. Pocieszeniem dla niego jest jednak długowieczność istniejących już modeli oraz budzące podziw premiery nowych samochodów ozdobionych owalnym jajem. Jego zdaniem Range Rovery Evoque i Velar należą do światowej czołówki SUV-ów, w której od dawna plasują się Range Rover Sport oraz ikoniczny Range Rover. Wiele nadziei pokłada również w zapowiadanym następcy Defendera – modelu DC100, który jego zdaniem będzie miał idealny, 100-calowy rozstaw osi.

“– Jeżdżąc Defenderami 90 i 110, zawsze brakowało mi "czegoś pośrodku"“

– mówi.

“– DC100 może okazać się strzałem w dziesiątkę i mam nadzieję, że będzie równie odważny w terenie jak jego słynny przodek. A jeśli będzie inaczej, to być może sam zbuduję Defendera 100, który od dawna chodzi mi po głowie... “

"Land Rovery się psują" – to pojawiająca się czasem opinia wypowiadana przez osoby zazdroszczące brytyjskiej marce długoletniej historii i dokonań, z którymi mało który producent samochodów na świecie mógłby konkurować. Łukasz Nawalany, jako kierownik serwisu firmy o 20-letniej tradycji zajmującej się obsługą Land Roverów, tego rodzaju stwierdzenie zbywa wzruszeniem ramion.

“– A który samochód się nie psuje?“

– pyta retorycznie.

“– Znam właściciela 5-letniego BMW, który – gdyby nie gwarancja – byłby już uboższy o 50 tysięcy złotych. Kolejny znajomy nie mógł wyjechać z salonu nową Toyotą Land Cruiser z powodu świecących się (po dziś dzień!) kontrolek, sygnalizujących awarię układu elektrycznego. Daleki byłbym od generalizowania. Jeden egzemplarz auta jest bardziej awaryjny, a drugi nie. Każdy producent ma na swoim koncie jakiś niewypał, który psuje mu reputację. Miałem okazję jeździć niemal każdym modelem Land i Range Rovera, wielu z nich byłem właścicielem. Dziś pod moim domem parkuje Range Rover Sport 3.6 V8, Land Rover Discovery II 4.6 V8 i Defender, którego składam do jazdy w terenie. O każdym z nich myślę z nieukrywaną dumą i sympatią. Ktoś kiedyś powiedział, że jeśli oddalając się od auta, nie oglądasz się za siebie, to znaczy, że jeździsz nudnym samochodem. Ja zawsze na odchodnym rzucam okiem przez ramię!“