Nasz zespół: Przemysław Korczyński – z Aro do Land Rovera

Od lat jest zagorzałym fanem Land Roverów, ale w międzyczasie zyskał również uznanie jako znawca terenowych... Aro, które uchodzą za rumuński odpowiednik słynnego klasyka z Wielkiej Brytanii. Od lat pogłębia również wiedzę z zakresu części zamiennych i akcesoriów off-roadowych, doradzając klientom w specjalistycznych sklepach i szukając dla nich najwłaściwszych rozwiązań. Dołączając do załogi Land Serwisu, Przemek Korczyński spełnił swoje marzenie, mogąc wreszcie w pełni połączyć swoją pasję z pracą. Spotkacie go w naszym warszawskim oddziale, gdzie odpowie Wam na każde pytanie dotyczące przebudowy bądź udoskonalenia Waszego Land Rovera.


Zamiłowanie do jazdy w terenie towarzyszy mu od lat młodzieńczych. Pierwszym pojazdem, który pozwolił mu bez obaw zjechać z asfaltu, a później dokonać objazdu Morza Bałtyckiego czy wyruszyć w dzikie rejony Ukrainy, był motocykl z kategorii dual sport – radzący sobie zarówno na drogach, jak i w terenie. Dość skomplikowaną w obsłudze Gilerę Dakotę z czasem zamienił na prostą i niezawodną Suzuki DR650.


Doświadczenie zdobyte w czasie używania i obsługi jednośladów wywarły wpływ na decyzję o wyborze auta, do którego przesiadł się po założeniu rodziny.

“– Żona i dziecko na motocyklu już nie pojadą, dlatego postanowiłem znaleźć odpowiednik mojej Suzuki w gronie aut terenowych “

– wspomina.

“– Po obejrzeniu telewizyjnej relacji z Camel Trophy stałem się dozgonnym fanem Land Rovera, jednak kilkanaście lat temu ceny używanych egzemplarzy przerastały moje możliwości finansowe i wydawały mi się mocno przesadzone – za dziesięcioletnie Disco można było wtedy kupić nową osobówkę. Zacząłem więc szukać tańszego odpowiednika Land Rovera. UAZ nie interesował mnie ze względu na kraj producenta, Tarpan był horrendalnie drogi, więc jedynym sensownym wyborem wydawało się rumuńskie Aro. Prosta konstrukcja, wygląd zbliżony do innego klasyka – Mercedesa Klasy G i niewygórowana cena przeważyły szalę i tak oto stałem się uśmiechniętym od ucha do ucha posiadaczem Aro 244 prosto z salonu.“



Pełnia szczęścia nie trwało długo, bo już niebawem na forum off-roadowym Przemek usłyszał od innych posiadaczy terenówek, że... – delikatnie ujmując – chyba postradał zmysły! Jak wspomina, jedyną grupą, która nie krytykowała jego wyboru, byli landroverowcy, którzy rozumieli, co to znaczy mieć prawdziwy „kawał żelaza”. Nic dziwnego, że choć był właścicielem auta innej marki, przylgnął do nich i jako jedyny miał prawo wjazdu na zloty organizowane „tylko dla Land Roverów”. Swojego wyboru do dziś nie żałuje. Aro okazało się bardzo dzielnym autem terenowym, którym bez strachu zdobywał szczyty Karpat, a jednocześnie pod względem technicznym dość niezawodnym. Z 31-calowymi oponami MT, liftem zawieszenia i bagażnikiem wyprawowym prezentował się nad wyraz godnie, a jego dodatkowym atutem był czar, jaki rzucał na policjantów z drogówki, którzy rumuńską terenówkę znali zwykle z parkingów pod komisariatem, gdzie wiele z nich – nieumiejętnie obsługiwanych i naprawianych – odsiadywało swoje dożywocie. Aro należące do Przemka być może jeździłoby do dziś, ale niestety po 6 latach jego karoseria osiągnęła stan agonalny, a jej naprawa przestała być opłacalna.


“– Po przygodzie z Aro zdecydowaliśmy z żoną, że do jazdy na co dzień warto kupić zwykłą osobówkę“

– wspomina Przemek.

“– Ale jednocześnie pod domem zaparkował samochód, który był spełnieniem moich marzeń. Wspaniała Seria III z 1975 roku ze 109-calowym rozstawem osi w wariancie FFR, wyróżniającą się instalacją 24-woltową oraz potężnym, 180-amperowym alternatorem służącym do zasilania radiostacji. Samochód był w stanie śmieciowym, więc kolejne 2 lata spędziłem, dłubiąc przy nim i marząc o zbliżających się podróżach do Murmańska, nad Bajkał czy do Afryki. Doceniłem wówczas pomysły i rozwiązania brytyjskich inżynierów, którzy byli faktycznymi projektantami auta znacząco różniącego się od współczesnych, „plastikowych” modeli samochodów, produkowanych pod dyktando księgowych.“



„Seria” okazała się jednak zbyt spartańskim pojazdem dla powiększającej się rodziny, dlatego z czasem zastąpiło ją znacznie bardziej komfortowe Discovery I napędzane silnikiem 300 Tdi, które po względem wyposażenia niewiele jednak różniło się od swego poprzednika. – To była przemyślana decyzja

– mówi „Koro”.

“– Zależało mi na większej wygodzie podróżowania, ale niekoniecznie już na ABS-ie, poduszkach powietrznych i innych – z mojej perspektywy – zbędnych dodatkach, które w starszych autach lubią się psuć, utrudniając przejście przez – z roku na rok coraz bardziej rygorystyczne – badania techniczne. W życiu staram się dokonywać rozsądnych wyborów i takim był zakup Disco, którym jeździmy już od dwóch lat. Auto podoba się całej rodzinie, a dla mnie każda okazja, by gdzieś nim pojechać, stanowi czystą frajdę. Mam nadzieję, że nigdy nie będę zmuszony z nim się rozstać.“



A jeśli zostałby zmuszony do wskazania auta, które mogłoby zastąpić jego Discovery? Z pewnością byłoby nim inne Discovery! Najlepiej takie samo jak kompleksowo wyremontowane przed kilkoma laty i wyposażone przez Land Serwis, które dumnie prezentowało się w barwach Camel Trophy. Przemek Korczyński do dziś żałuje, że nie mógł zostać jego właścicielem, jednak w przyszłości myśli o doprowadzeniu swojego Land Rovera do podobnego stanu.

“– Ale nie upieram się przy tej myśli i zastanawiam się, czy nie pozostać przy oryginale“

– wyznaje.

“– Jako wieloletni sprzedawca części i akcesoriów mam świadomość, że wymiana jednego elementu w aucie zwykle pociąga za sobą konieczność dokonania kolejnych zakupów i kolejnych, i kolejnych... Przykładowo – chcąc założyć większe koła, trzeba od razu pomyśleć o podniesieniu zawieszenia, wzmocnieniu elementów przeniesienia napędu, montażu większych tarcz hamulcowych i tak już bez końca. Nie twierdzę, że to źle, ale do zwykłej turystyki rodzinnej oryginalne Disco nadaje się idealnie i nie spieszę się, by poprawiać inżynierów Land Rovera. Póki co zainwestowałem jedynie w wymianę całego układu hamulcowego, bo uważam, że na bezpieczeństwie nie należy oszczędzać. Kiedy zacznę planować wyprawy gdzieś dalej, wiem dokładnie, co muszę zrobić w kwestii przygotowania auta do poważnych wyzwań.“


Fachowych porad oraz zindywidualizowanej oferty mogą spodziewać się również klienci, którzy zwrócą się do Przemysława Korczyńskiego z zapytaniem, co zrobić, by ich auto jeździło szybciej w rajdach lub było bardziej komfortowe w czasie dalekiej podróży. Kilkanaście lat spędzonych w branży off-roadowej i doświadczenie zdobyte podczas pracy w roli instruktora jazdy Land Roverem sprawiły, że Przemek ma dziś doskonałe rozeznanie co do jakości i cen produktów dostępnych na rynku, a także posiada sporą wiedzę o... właścicielach samochodów terenowych.

“– Jedni chcą nabywać tanio, innym zależy na jakości“

– mówi.

“– Dziś wiele osób kupuje samochód jako dodatek do swego hobby, na przykład wędkarstwa. Nie znają jego możliwości, nie wzbudza w nich większych emocji, bo bardziej interesują się nowym modelem kołowrotka, który pojawił się na rynku. Dla nich liczy się tylko to, by auto jeździło, a części były jak najtańsze. Mają do tego prawo, ale warto by byli również świadomi, że niektóre tanie części zamienne – mówiąc dyplomatycznie – nie są najwyższej jakości, co przy użytkowaniu auta terenowego „zgodnie z przeznaczeniem” odbija się na częstotliwości wizyt w serwisie. Zdecydowanie wolę rozmawiać i dzielić się swym doświadczeniem w przygotowaniu aut z tymi, którzy naprawdę lubią swoje auta i kierują się ich dobrem, wybierając pomiędzy częścią „budżetową” a produktem wysokiej jakości, i nie szukając pozornych oszczędności. Nikomu niczego nie wciskam, mam w sobie dużo pokory, ale jestem przekonany, że potrafię z zapaleńcami nawiązać dobry kontakt – sam przecież należę do ich grona.“



Praca w Land Serwisie jest spełnieniem marzeń dla osoby szczerze zainteresowanej i jeżdżącej Land Roverami, takiej jak Przemysław Korczyński, który odkąd dołączył do naszej załogi, nie przestaje się uśmiechać.

“– Mam wrażenie, że wreszcie znalazłem miejsce, w którym zapuszczę korzenie na dobre“

– mówi.

“– Moje marzenie o idealnej pracy się spełniło, więc nieśmiało zaczynam również myśleć o... idealnych wakacjach: z rodziną, w otoczeniu przyrody nieskażonej przez człowieka i – ma się rozumieć – w towarzystwie mojego Land Rovera Discovery!“