Norwegia turystycznie - relacja Wojtka Stawowiaka

Norwegia - ogólne wrażenia z podróży, (czyli takie tam moje luźne uwagi na temat tego kraju).

Norwegia to kraj zajmujący powierzchnię zbliżoną do Polski, ale rozciągnięty na obszarze ok. 1800 km mierząc w linii prostej. Zamieszkuje go tylko 4,4 mln ludzi i stąd pewnie zwykło się uważać, że jest tu dziko i pusto.

Przejechałem po Szwecji i Norwegii ok. 4 800 km szukając głównie miejsc odludnych i pięknych widokowo. Poruszałem się przeważnie bocznymi asfaltowymi drogami. Drogi szutrowe są w Norwegii w 90% płatne (!). Szarpnąłem się kilkakrotnie na luksus podróżowania taką drogą. Jest to koszt od 10-30 zł za odcinek ok. 30 km równych jak stół kamyczków. Na adrenalinę nie ma co liczyć, chyba, że jedzie się 300 konną Imprezą. W Szwecji szutrówki są darmowe, ale występują gęściej dopiero ok 300 km na PN od Sztokholmu. Ogólnie warunki off-roadowe na południu określiłbym jako mocno ograniczone. Większość obiecująco wyglądających szuterków lub dróg terenowych kończyła się po kilkuset metrach w jakimś gospodarstwie lub domku letniskowym. A tych ostatnich w Szwecji i Norwegii jest zatrzęsienie. Są to jednak domki prywatne, zamknięte na 4 spusty, co zadaje kłam krążącym legendom o otwartych, skromnych ale przytulnych chatkach, w których można przenocować zostawiając należność w drewnianej skrzynce. Nie miałem szczęścia znaleźć takiej ani razu. Spałem w namiocie, poszukując z niemałym trudem miejsc do biwakowania na dziko. Naprawdę nie było łatwo. Brzegi fiordów i co ładniejszych jezior oblepione są wspomnianymi domkami, a tam gdzie nie ma domków są do wyboru: skały, kamerdolce, mchy i porosty przeplatane krzaczkami borówek lub baaardzo rzadko trawką... niestety zwykle podmokłą. Stosunkowo najłatwiej można znaleźć miejsce nad strumieniem lub rzeką. Jak jest na północy Norwegii nie wiem. Tak więc mniej więcej połowa moich noclegów wypadła na campingach, które kosztują średnio ok. 50 zł za namiot z trzema osobami. Za komfort prysznica przeważnie trzeba płacić dodatkowo ok. 5-10 zł. Jak już jestem przy cenach warto wspomnieć o paliwie. Są tu duże rozbieżności, zależnie od stacji i regionu kraju.: W Szwecji: ropa ok. 3,70 zł/litr, benzyna ok. 4,10 zł/litr, w Norwegii jest drożej: ropa 3,80 -w okolicach Oslo i nad morzem, 4,10 -w górach, benzyna nawet do 4,70 w górach. Ale paliwo jest chyba naprawdę dobre (tankowałem zwykle na Shelu) bo średnie zużycie wyszło mi szokująco niskie, poniżej 8 litrów na setkę. Do tego wyniku przyczyniły się też ograniczenia prędkości 50/80/110 do których raczej się stosowałem, nowe wtryskiwacze i filtr powietrza. Promy którymi przeprawiałem się czasem przez fiordy (średnio ok. 15min) kosztują 30-40zł za samochód z 3 osobami. Żarcie jest ok. 2 razy droższe niż u nas. Wyjątek stanowią wędliny, mięso i piwo (!), które są nawet 4 krotnie droższe niż w Polsce. Z ciekawostek finansowych warto wspomnieć o tym, że za wjazd do Oslo trzeba zapłacić 13 zł (nie wiadomo za co, bo miasto jest takie sobie). Co innego Sztokholm. Tu jest pięknie i za darmo pod warunkiem, że nie zaparkuje się w podziemnym parkingu hotelu Sheraton, gdzie już po godzinie naliczają całodniową stawkę (sic!).

Pogodę przez trzy tygodnie (od 19.06 do 12.07) miałem bardzo dobrą. Teraz kiedy to piszę (19.07.2003) temperatury na Nordkapie dochodzą w dzień do 29 st. C (!). Noce jednak zaskoczyły mnie chłodem. Było pewnie ok. 5 stopni i musiałem kupić na miejscu koc i ciepły śpiwór.
Na przełęczach wysokich na ok. 1000 m leżały duże łaty śniegu a na wysokości 1300 mnpm znalazłem całkowicie zamarznięte jezioro. Komarów nie było zbyt dużo (w górach wcale). We znaki dały mi się meszki czyli mikroskopijne muszki które miejscami chciały mnie pożreć żywcem.

Wszyscy w Norwegii mówią po angielsku i są ogólnie mili. Raz zdarzyło mi się prosić o pozwolenie na rozbicie namiotu (bo przy zjeździe z drogi były tablice informujące, że to teren prywatny (nie ogrodzony) - właściciel odmówił mi uprzejmie mimo, że sam mieszkał 2 km dalej. Cóż, różnie można trafić. Noce na wysokości Trondheim, najwyżej gdzie dojechałem zaczynały się... nawet dokładnie nie wiem, bo o 23.30 było jeszcze jasno. Trwały chyba tak od pierwszej do trzeciej nad ranem.

A przyroda i widoki? Te chyba nie mogą nikogo rozczarować. Są po prostu nieziemskie! Wodospady płynące kilkaset metrów po czarnych skałach, lodowce ze swoim nienaturalnie turkusowym kolorem, zamglone fiordy, ciągnące się po horyzont, porośnięte mchami, i wszelkiej maści porostami mokradła, lasy karłowatych brzózek przemieszanych z sosnami i dzikie, rwące rzeki o kryształowo czystej (niestety "dość zimnej") wodzie... długo można by wymieniać. Zapraszam, do obejrzenia zdjęć.

Wojtek Stawowiak


Galeria - 31 zdjęć

Dodatkowe informacje:
1. Domki są pozamykane, żeby europejscy turyści nie pozabierali sprzętów i nie nabrudzili. Zdarza się to niestety tu coraz częściej. Bardziej na północ nikt nic nie zamyka, bo nie ma przed kim. Niedźwiedzie zazwyczaj rozrzucają śmietniki jak cokolwiek w nich jest.
2. Tankowanie na Shellu - są tańsze stacje! Ja zazwyczaj tankuję na Esso lub Hydro-Texaco. Jet - stacje automatyczne - jeśli płaci się kartą (co trzeba uważnie skalkulować wobec przeliczeń na złotówki i prowizji od kart) jest najtańszy.
3. Ograniczenia prędkości powodują duże oszczędności, a z praktyki podpowiadam, że warto się stosować. Zwyczaj lokalny to najwyżej +10km/h do tego co na znaku. Ważny jest profil zakrętu! Praktycznie nie ma prostych dróg (i tuneli!) w Norwegii. Policja norweska - dodatkowo do stałych foto-kamer (często zepsutych) wprowadza teraz lotne patrole w cywilnych (!!!) samochodach... najczęściej białe volva, ale widziałem dzisiaj patrol w nissanie "spisujący" delikwenta. Jeszcze jedna uwaga - dla tych co są przyzwyczajeni do polskich warunków - tutaj ci co są z prawej NAPRAWDĘ mają pierwszeństwo!
4. Drogi prywatne są zazwyczaj pozamykane, lub płatne. Napęd 4x4 jest ważny w warunkach zimowych oraz przy podjazdach, a tych w górskich okolicach Norwegii jest co nie miara. Silniki się i tarcze hamulcowe mogą się grzać.
5. Zdaje się, że na zdjęciach nie ma okolic Geiranger, radzę się jeszcze i tam zapuścić, choć w sezonie może to być męczące jechać za kolumną campo-wozów lub przyczep campingowych z Niemiec.

Pozdrowienia z Oslo,

Zbigniew Łabaj