Project Henry – Seria IIA z 400-konną Corvette'a pod maską

Choć z wyglądu powinien liczyć już sobie co najmniej 50 wiosen, w bezpośrednim kontakcie wciąż pachnie i lśni nowością. Brzmi znajomo? Nie, nie jest to kolejny Land Rover z naszego Defender Factory, ale nowa realizacja Amerykanów z East Coast Defender, którzy tym razem wzięli na warsztat leciwą Serię IIA, by tchnąć w nią nowe życie, a przy okazji zafundować mocarne serducho Chevroleta.


East Coast Defender specjalizuje się w kompleksowej renowacji (w bardzo dosłownym tego słowa znaczeniu) Land Roverów, które za oceanem mają wyjątkowy status. Klasyczne Defendery i Serie postrzegane są przez Amerykanów jako samochody indywidualistów, ceniących sobie niezależność i niczym niekrępowaną wolność. Project Henry, bo taką nazwą ochrzczono najnowszy projekt E.C.D., wyróżnia się dodatkowo wyglądem retro i eleganckim wyposażeniem. Pięćdziesięcioletni, lecz nietknięty zębem czasu „staruszek” z pakietem ponad 400 koni mechanicznych pod maską zwraca na siebie uwagę nawet na ulicach zatłoczonych współczesnymi, wypasionymi furami.


Podstawą sukcesu był kompleksowy remont podwozia i restauracja karoserii Land Rovera Seria IIA, który produkowany był w latach 1961-71. Amerykanom udało się zachować jego klasyczny styl, jednocześnie wprowadzając kilka nowoczesnych, bardziej funkcjonalnych rozwiązań. Okrągłe reflektory, które słyną z tego, że w oryginale... słabo świecą, otrzymały LED-owe „wkładki”, a spartańskie zawieszenie piórowe zastąpione zostało dostarczającymi znacznie więcej komfortu sprężynami.


Modernizacja auta prowadzona była z głową i na szczęście nikt nie wpadł na pomysł zastąpienia lusterek umieszczonych na przodzie błotników, które zapewne zbyt klarownego widoku do tyłu nie dają, za to dodają Land Roverowi uroku... Środek auta również zachował swój klasyczny wygląd, ale zarazem pachnie świeżością między innymi za sprawą nowej tapicerki z winylu. Grzechem byłoby umieszczenie na desce rozdzielczej nawigacji czy wielofunkcyjnego panelu informacyjno-rozrywkowego. Zamiast nich mamy dwa stylowe, klasyczne zegary i kilka analogowych przełączników.


Stylu retro nie psuje także najpoważniejsza modyfikacja zastosowana w aucie, którą skrzętnie ukryto przed oczami ciekawskich i (potencjalnie oburzonych) fundamentalistów. Pod maską, na której spoczywa koło zapasowe, schowana została 6,2-litrowa jednostka LS3 V8 (połączona z 5-biegową skrzynią manualną). Ponad 400 koni mechanicznych porusza kołami zbudowanymi w oparciu o stalowe, pełne felgi, na które nałożone zostały opony BF Goodrich All Terrain. Możemy sobie tylko wyobrazić, co tak skonfigurowane auto mogłoby zdziałać w terenie... Jego przeznaczeniem są jednak bulwary Los Angeles i Las Vegas. Tam też będzie supergwiazdą.