Range Rover... bez kierownicy i silnika spalinowego. Futurologia motoryzacyjna

Range Rover 2027 będzie biznesową salonką napędzaną przez cztery silniki elektryczne, w której... zabraknie miejsca dla kierowcy. Wizję w pełni autonomicznego, bezemisyjnego „Rendża” opisał w swojej pracy magisterskiej Tomas Zumalakarregui, którą zaprezentował światu za pośrednictwem serwisu motoryzacyjnego „Carscoops”.


Range Rover w tym roku obchodzi okrągłe, 50. urodziny. Od 1970 roku flagowiec brytyjskiego producenta doczekał się kilku generacji oraz nowych linii modelowych (m.in. Evoque, Velar) o miejskim charakterze. Propozycja Zumalakarreguia również określona została jako „Urban Concept” i z pewnością nie przewiduje jazdy poza drogami asfaltowymi. Dla niektórych z nas to nie do pomyślenia!


Pojazd posiada bryłę samochodu, ale jego wnętrze przypomina staroświecką karocę – przewidziano w nim miejsce dla czterech siedzących naprzeciwko siebie osób. Przednie fotele zwrócone są tyłem do jazdy, a twarzą do tylnego rzędu – pomiędzy nimi w centrum umieszczony został wysuwany z przeszkolonego dachu 32-calowy, obustronny ekran OLED. W aucie nie ma kierownicy, deski rozdzielczej, a szyba czołowa wydaje się wręcz anachronizmem, bowiem nikt przez nią nie wygląda na zewnątrz.


Pasażerowie nie muszą sobie zawracać głowy jazdą, nad którą w pełni panuje mózg elektroniczny auta. Kontrolę nad nim sprawują za pośrednictwem wyświetlaczy umieszczonych na środkowej konsoli. Wnętrze jest ultranowoczesne, a jednocześnie bardzo praktyczne – pełno w nim schowków, gniazdek ładowania czy podręcznych stolików.


Układ napędowy RR Urban Concept kiedyś również wydawałoby się rodem z filmów science-fiction, ale teraźniejszość coraz wyraźniej zaczyna doganiać przyszłość. Dziś pomysł umieszczenia dwóch płaskich baterii w podłodze (z przodu i tyłu auta) zasilających cztery niezależne silniki elektryczne o mocy 80,5 KM każdy, ulokowane w piastach kół (których felgi pełnią rolę radiatorów) nie wydaje się być już zupełnie nierealny. Zapas energii ma wystarczać na podróż o długości 833 km. Jako że auto ma być w pełni autonomiczne, atrapę chłodnicy oraz tylny zderzak naszpikowano kamerami 360° oraz czujnikami: ultradźwiękowymi i laserowymi.


Wygląd zewnętrzny auta w niczym nie przypomina dzisiejszych Range Roverów – według projektanta za 7 lat po drogach będą jeździły długie, przeszklone kapsuły o kanciastych kształtach poruszające się na dużych, niskoprofilowych oponach. Do wnętrza Urban Concept będzie można dostać się przez jedno z dwóch unoszonych drzwi typu Gullwing. Bagażnik podzielony został na strefę górną (200 l) i dolną (400 l). Po lewej stronie auta dyskretnie ulokowane zostało wejście na ładowarkę.


Czas pokaże, czy dożyjemy miejskiego, elektrycznego, w pełni autonomicznego Range Rovera...
fot. Carscoops