V Zimowy Rajd Land Serwisu, 22 - 25 II 2007

Województwo Świętokrzyskie zwane dawniej Kieleckim to takie miejsce na mapie, które rozciąga się mniej więcej pomiędzy Miechowem a Radomiem.

Główną osią komunikacji tego rejonu jest krajowa ''siódemka'' którą niektórzy zdesperowani kierowcy z Krakowa poruszają się w kierunku Warszawy.
Często zastanawiało mnie, dlaczego przejeżdżając przez Kieleckie jedzie się zawsze dwie godziny, niezależnie od ilości remontów, wypadków, korków i obojętnie czy Serią czy Range Roverem.
Otóż według mnie są dwie teorie. Jedna mówi że to tam pizdnął kiedyś promień Saturna, od którego miał uratować świat Angelus. Druga teoria jest taka, że zdarzyło się tam naprawdę coś kosmicznego (np. upadek Wielkiego Meteorytu 250 milionów lat temu) i leży on jeszcze centralnie nieodkryty pod Kielcami. To powoduje że jest tam pewne istotne zakrzywienie czasoprzestrzeni, taka niewidoczna niecka wypełniona zupełnie innymi ludźmi i pewnymi dziwnymi zjawiskami.

I tak mało kto wie, że na terenach administracyjnych miasta Kielc jest kilka rezerwatów przyrody i największy w Polsce stosunek lasów do betonu.
Pierwszy raper pochodzi z Kielc, pierwsze polskie samochodu ciężarowe pochodziły ze Starachowic.
Z drugiej strony na całej wspomnianej siódemce w Świętokrzyskim nie ma ani jednej przyzwoitej restauracji, ludzie latają z pukawkami po lesie (partyzanci ?) bo trzeba z czegoś żyć, a z narodem miejscowym bez gruntownego przygotowania kondycyjnego lepiej do stołu nie siadać.
I wszyscy jacyś bez ciśnienia i bez żenady.

Cała moja teoria potwierdziła się w czasie V Rajdu Zimowego. Zdecydowałem się zlecić organizację rajdu Marcinowi Marciniewskiemu przezwanego przez znajomych Scyzorykiem. Szefuje on w klubie PTTK Na Cztery Koła i prowadzi niezależną firmę madventure.pl Od tego momentu wszystko było już inne.

W tym roku postawiłem na rodzinny klimat, mniej zadań sportowych a więcej integracji.
Pogoda jak zwykle nie zawiodła, aczkolwiek każdy wie jak może piździć w Kielcach.
W piątek po krótkiej odprawie i wręczeniu map załogi udały się (a jakże) na strzelnicę Polskiego Związku Łowieckiego w Starachowicach. Przecież umiejętność strzelania to podstawa przeżycia w tutejszych lasach, jak i w rozstrzygnięciach towarzyskich. W kategoriach celności, strzelania do rzutków i do blaszanego zająca zawodnicy sprawdzili się strzelając z prawdziwej myśliwskiej broni. W międzyczasie catering oferował na świeżym powietrzu potrawy z dziczyzny (a jakże) upolowanej pewnie przez członków klubu łowieckiego.
Na czoło tej klasyfikacji wysunął się tutaj gulasz z dziczyzny, filet z sarny oraz kiełbasa z dzika, która potraktowana ogniskiem oddała ducha polowania. Była też gorąca herbata bardzo podatna na wzmacnianie.
Szkoda że nie było pokazów (jak najbardziej praktycznych) oprawiania i przyrządzania dziczyzny, czyli brakło pełnego przekroju samowystarczalności leśnej. Darz bór.
Równolegle ze strzelaniem na byłym terenie testowym fabryki Star (obecnie MAN) zostały ustawione próby sportowe: próba podjazdu, odcinek czasowy i odcinek przeprawowy.
Efekty starań zawodników zostały skrupulatnie zapisane i były podstawą klasyfikacji sportowej.

Wieczorem w piątek osławione już Rzymskie Party zgromadziło na basenie większość stawki i widząc po minach przy śniadaniu w sobotę walka na ostatnim OS-sie tego dnia była ciężka, wyczerpująca ale zakończona ogólnym sukcesem. Przełożyło się to też na prędkość poruszania się po wytyczonych trasach dnia drugiego.
Wielu kierowców zlekceważyło ostrzeżenia o dużym mrozie i chociaż było tylko 8 stopni poniżej zera parking przed hotelem wyglądał rano jak odwrót niedobitków pod Stalingradem pamiętnej zimy 1943 roku.

Po śniadaniu wraz z dyżurnym fotografem Balkonem i Scyzorykiem za przewodnika udaliśmy się poszukać załóg na trasie. Niepotrzebnie założyliśmy, że komuś się będzie spieszyć i jadąc pod prąd trasy nie mogliśmy odnaleźć załóg. Tymczasem dowolność pokonania trasy i rozległość terenu spowodowało, że ponad 30 samochodów zawodników rozpłynęło się całkowicie w lesie i w niejasnych okolicznościach. Nie znajdując ciekawszych miejsc do wykonania zdjęć zawodników zjedliśmy dobrą pizzę na rynku w Bodzentynie i udaliśmy się niespiesznie z powrotem do hotelu podziwiając piękno okolic.

Rozdanie nagród i bankiet w stylu miejscowej przegazówki zakończył się podobno około 5:30 (nigdy nie zagaśnie !!!), a pierwsi pojawili się w barze na ''śniadaniu'' o 7:30. O dziwo, pomimo nadpromili i niejakich strat w zastawie i scenografii personel hotelu Senator stanął na wysokości zadania rękami uroczych miejscowych dziewczyn kelnerek i barmanów którzy już chyba nie takie rzeczy widzieli.

Ci, którzy w niedzielę nie musieli rano wyjechać mogli odwiedzić Klasztor Cystersów w Wąchocku i poznać Brata Mariana, który ciepłym słowem rozgrzeszył naszą wielkopostną imprezę.
Jeśli ktoś potrzebuje telefon zaufania to Brat Marian go nie ma, ale jest cały czas na miejscu.

Wracając po południu do Krakowa (dwie godziny), słuchając sjesty Kydryńskiego w Trójce pomyślałem, że trzeba odnaleźć ten wielki meteoryt który zmienił tą okolicę, a następnie podzielić go na mniejsze kawałki. Później koniecznie wysłać do innych potrzebujących spokoju miast ze stolicą na czele, w celu wytworzenia podobnego pola rażenia.

Nagrody przyznano w następujących absolutnie subiektywnych kategoriach:
- pierwsi którzy się zapisali - Czesław Jarząbek - dlatego że niektórzy się w ogóle nie zapisali a byli widziani,
- za najdłuższy dojazd na rajd - Krzysztof Bednarski, Gdańsk - 500 km,
- największy pechowiec rajdu - Darek S. którego błotnik w serii II został zaatakowany perfidnie przez drzewo,
- debiuty - trzy załogi po raz pierwszy w ogóle na rajdzie (ochrona danych osobowych),
- najmłodszy uczestnik rajdu - Karolina Buza (14 miesięcy),
- najbardziej wypasiony samochód (Wojtek Uhl, RR Classic V8), bo nie odpalił i nie kręcił kołami na parkingu,
- najstarszy samochód rajdu - Marek Bogdan - I seria,
- najlepsza (i jedyna) załoga zagraniczna - Jaromir Harabis (Słowacja),
- najlepsi w klasie turystycznej - Rafał Pliszka - pełny przejazd trasy turystycznej - seria II,
- najlepsi w klasie zaawansowanej - Lech Duliński - najlepszy czas w terenie,
- najlepsi w klasie ekstrem - Marek Janaszkiewicz - najlepsza punktacja przy sumie zadań na torze terenowym,
- nagroda fair play - Jacek Szczęsny - za pomoc zawodnikom i całość twórczości.

Piotr Kowal


Galeria - 242 zdjęcia

Zobacz galerie z poprzednich edycji:
VII Zimowy Rajd Land Serwisu - 11-13.02.2011
VI Zimowy Rajd Land Serwisu - 25-27.02.2010
IV Zimowy Rajd Land Serwisu - 24-25.02.2006
III Zimowy Rajd Land Serwisu - 22-23.02.2002
II Zimowy Rajd Land Serwisu
I Zimowy Rajd Land Serwisu - 18-20.02.2000

Zobacz relacje z poprzednich edycji:
VII Zimowy Rajd Land Serwisu - 11-13.02.2011
IV Zimowy Rajd Land Serwisu 24 - 25.02.2006
III Zimowy Rajd Land Serwisu - 22-23.02.2002
II Zimowy Rajd Land Serwisu
I Zimowy Rajd Land Serwisu - 18-20.02.2000

Zobacz filmy z poprzednich edycji:
VII ZIMOWY RAJD LAND SERWISU - 11-13.02.2011
VI Zimowy Rajd Land Serwisu - 25-27.02.2010